XIII. niedziela, noc

źródło: archiwum autorki


Od paru tygodni jestem tak zaaferowany wspólnymi próbami i występami, że nie znajduję czasu (ani chęci?) na robienie zapisków, a już tym bardziej na wnikanie w głąb siebie i rozpamiętywanie przeszłości. Ba, obecnie żyję tylko teraźniejszością, co najwyżej wybiegając myślami w przyszłość. Dawno nie czułem się tak dobrze sam ze sobą, nigdy nie odczuwałem też tak silnej satysfakcji z muzykowania na ulicach Paryża. Co te kobiety robią z ludźmi....

Od naszego pierwszego występu spotykamy się z Carmen niemalże codziennie, niby zawsze pod pretekstem wspólnego ćwiczenia przed kolejnymi pokazami, jednak żywię cichą nadzieję, że i ona nie traktuje naszych spotkań wyłącznie w kategorii prób muzycznych. Nigdy jeszcze nie czułem z nikim podobnej „komunii dusz”, czy jak tam się kiczowato nazywa to jedyne w swoim rodzaju odczucie „nadawania na tych samych falach”. Możliwe, że Carmen ma tak samo jak ja. Pamiętam jak któregoś razu następująco skwitowała kolejne odkryte podobieństwo: „Rany, czasami mam wrażenie jakbym rozmawiała z męską wersją mnie! Niewiarygodne, że tyle nas łączy... praktycznie lubimy te same rzeczy, te same sposoby spędzania czasu, to samo jedzenie, tych samych artystów...też tak masz?”. Bez chwili wahania odpowiedziałem twierdząco, ale czułem się nieco nieswojo, bo z jednej strony wspaniale, że również zauważa jak dużo nas łączy, ale ta „męska wersja jej samej”?! Mam to traktować jako wyrafinowany komplement i zielone światło dla dawania wyraźniejszych znaków, że chciałbym z nią być? A może to miał być sygnał żebym nawet nie próbował wychodzić poza czysto przyjacielskie ramy naszej znajomości?

Głowiłem się nad tym z André, ale na próżno. Był tak samo skonfundowany jak ja. Ba, rozmowa z nim tylko spotęgowała moje obawy, rzucił czymś w stylu: „Kurde, stary, nie wiem jak to rozumieć, no bo zastanów się – chciałbyś być w związku ze sobą, tylko że w skórze kobiety? Powiedziałbym, że brzmi tak mocno średnio...ale wiesz, one myślą zupełnie inaczej niż my, nie można tego brać na naszą logikę. Może zapytaj jakąś babkę?”.

Zapytałem więc Madeleine, baristkę z pracy, i w końcu wszystko stało się dla mnie jasne, ale jakim kosztem...zanim usłyszałem cokolwiek sensownego musiałem znieść spazmy śmiechu połączone z klepaniem się po udach (bo to takie zabawne, że facet odbiera tak niejednoznaczne słowa w dosłowny sposób! Istna komedia!). Jak już jej przeszło i wyjaśniła mi co tak naprawdę Carmen miała na myśli, odetchnąłem z nieskrywaną ulgą. A więc też odczuwa to specyficzne „połączenie dusz”!

Od tamtej pory zacząłem kupować pojedyncze kwiaty. Po jednym kwiatku na tydzień, co tydzień innym, lecz zawsze przewiązanym wstążką pod kolor płatków. Bardzo to lubi, za każdym razem chętnie je przyjmuje.

Co do wspólnego muzykowania, idzie nam wprost fantastycznie. Normą stała się przynajmniej trzydziestoosobowa publiczność i zarobki na poziomie 50 euro za dzień (oczywiście przy dobrej pogodzie. Przy deszczu, choćby nie wiem jak zdolnym by się było, nie ma szans na zatrzymanie ludzi). W zeszłą niedzielę, tuż po graniu podszedł do nas sympatyczny staruszek i zapytał o nazwę naszego duetu. Oboje byliśmy kompletnie zaskoczeni i dotarło do nas, że najwyższa pora na stworzenie sobie pseudonimu artystycznego.

I tym sposobem, nie wiem który już tydzień z rzędu, głowimy się nad tą naszą nieszczęsną nazwą. Wymyśliłem taką jedną (całkiem niczego sobie!), ale Carmen uparcie twierdzi, że brzmi równie niepoważnie jak jej twarz, gdy wymawia „Car man two doors”. Zupełnie nie podziela mojego zachwytu zgrabnym zespoleniem naszych tożsamości w jedną, zabawnie brzmiącą całość.
„Watkin, litości, to brzmi jak przydomek jakiegoś zblazowanego zespołu grającego psychedelic rock, a nie jak nazwa męsko-damskiego duetu”. Do krytykowania jest pierwsza, a sama nie wpadła na nic ciekawszego, małpiszonka!

Tak czy owak, jest mi wspaniale. Do pełni szczęścia brakuje już tylko rzucenia fartuchem i utrzymywania się wyłącznie z grania.

I pewności, że moja kompanka chce ode mnie tego samego co ja od niej.




Komentarze

Popularne posty