I. środa, noc


źródło: archiwum użytkowniczki


Trzy lata temu, tego samego dnia, o tej samej porze, dwudziestoletni ja napisałby tu z nieskrywaną dumą: Mieszkam we Francji. Przyleciałem do niej aż z RPA, bo jestem świetnie zapowiadającym się pianistą, który właśnie został przyjęty do Konserwatorium Paryskiego na Wydział jazzu i improwizacji muzycznej”.
Nie omieszkałbym wspomnieć, że nie jest to jakaś pierwsza lepsza szkółka, żadna fabryka grajków kończących później w śmierdzących tanim piwem, zadymionych spelunach, których bywalcy więcej uwagi poświęcają przegrywaniu całego swojego dobytku w karty niż kontemplowaniu jam session.
„Będę studentem najbardziej prestiżowej uczelni na całym Bożym świecie, którą ukończyły takie tuzy muzyki klasycznej jak Ravel, Bizet czy Debussy. Będę wchodzić po tych samych schodach co Bizet, czaisz to, człowieku?! Raaaany, warto było harować jak wół dwa i pół roku w tym przeklętym Mcdonalds'ie w Kapsztadzie skoro teraz mogę sobie mieszkać na sublokatorce przy 55 Avenue Charles de Gaulle, codziennie niespiesznie chrupać świeżego croissant przy filiżance café au lait w urokliwej kawiarni Le moustache, przynajmniej raz w tygodniu przechadzać się dostojnym krokiem po Avenue des Champs Élysées i co niedzielę, w ramach darmowego wstępu dla studentów i uczniów, godzinami wpatrywać się jak sroka w gnat w eksponaty z Musee du Louvre (daję słowo, że kiedyś rozszyfruję tajemniczy uśmiech Mony Lizy. Jestem pewien, że sam Leonardo nie wgapiał się w nią tyle, co ja). 
Za trzy lata przekroczę progi konserwatorium z dyplomem absolwenta w dłoni i nigdy więcej nikt nie śmie powiedzieć mi, że jedyne, do czego się nadaję to pokorne usługiwanie innym, które przecież mam zakodowane w genach (Nie oszukasz przeznaczenia, synu. Tak było przez wieki, tak jest teraz, nie ma przed tym ucieczki. Czarny zawsze będzie stał niżej w hierarchii. Im prędzej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie).
Nieprawda, ojcze. Udowodnię Ci, że wcale nie musi tak być. To nie ja popełniam błąd, starając się wyłamać z rodzinnego schematu. To Ty go popełniasz, nie podejmując najmniejszego wysiłku, by ten schemat zmienić.
Zobaczysz.
Wrócę do Was już nie jako nikomu nieznany Watkin Tudor Jones.
Wrócę jako znany całemu Światu „Duke Ellington XXI wieku”. 
Vive la France!

Dziś dwudziestotrzyletni ja popatrzyłbym z politowaniem na tego dwudziestoletniego naiwniaka. Chwyciłbym tę jego przepełnioną mrzonkami głowę, przyciągnąłbym tą głupio uśmiechniętą nierealnymi fantazjami twarz do siebie i powiedziałbym mu bez zbędnych ceregieli: „Jak Ty mało wiesz o życiu, biedaku. Kapsztad, Paryż, co za różnica? Losu nie oszukasz. Siebie też nie oszukuj. Wracaj tam, skąd żeś przyleciał”.
 Vive le France!

Komentarze

Popularne posty