IX. wtorek, rano

źródło: archiwum autorki



Tak więc przedwczoraj poszedłem na kawę z ledwo poznaną dziewczyną, z którą, jak się miało później okazać, założyłem „uliczny duet”. Do teraz ciężko mi w to uwierzyć, ale powiedzieć, że cieszę się takim obrotem spraw to jak nie powiedzieć nic.

Zmoczeni od czubka głowy po koniuszki palców u stóp wbiegliśmy do pobliskiej Pause Café. Wypatrzyłem wolny stolik w głębi lokalu, powiesiliśmy na wieszaku ociekające płaszcze i czapki i z nieskrywaną ulgą zapadliśmy się w miękkie obicia foteli.

 –Rany boskie, i pomyśleć, że jeszcze pięć minut temu leciutko kropiło zaśmiała się moja urocza towarzyszka całe szczęście, że mieliśmy blisko do tej kawiarni. Nie chcę myśleć jak byśmy wyglądali po kolejnych minutach błądzenia w poszukiwaniu lokalu.
Nie masz się czego obawiać, z Twoją urodą to czy jesteś sucha czy przemoczona nie ma żadnego znaczenia – uśmiechnąłem się szarmancko.


Spuściła wzrok, starając się zasłonić mokrymi włosami wykwitający na jej policzkach rumieniec.


No proszę, nie dość, że uzdolniony muzycznie to jeszcze biegły w prawieniu komplementów – rzuciła mi zaczepne spojrzenie – wiedziałam do kogo zagadać. Tak w ogóle, Carmen jestem – wyciągnęła do mnie rękę – przez to całe zamieszanie nie zdążyłam Ci się przedstawić.
–Watkin, miło mi – delikatnie uścisnąłem jej małą, jedwabiście gładką dłoń – to co, zaglądamy do menu? Trzeba się poratować gorącą kawą zanim chwyci nas jakieś choróbsko.
Niegłupi pomysł – przytaknęła mi i zaczęła wertować kartę dań. 
 Poszedłem w jej ślady, między nami zapanowała pełna skupienia cisza przerywana jedynie szmerem przewracanych kartek i subtelnym jazzem w tle. W końcu triunfalnie oznajmiła:
Ta baguette au saumon, fromage blanc et concombre brzmi zachęcająco. Duże piernikowe cappuccino też.
Tak czułem, że wybierzesz smakową kawę.
En vérité? Ciekawa jestem czy uda mi się odgadnąć jaką Ty zamówisz...daj mi pomyśleć – ponownie otworzyła menu – hmm...stawiam na americano. Trafiłam?
Kawa bez mleka u mnie nie przejdzie, także niestety, pudło. Próbuj dalej.
No dobrze, zatem macchiato en irlandais.
Dalej nie. Whiskey mnie odrzuca.
Sama już nie wiem...zwykłe cappuccino?
Voilà!
Aleś Ty nudny – pokazała mi język.
Nie da się non stop zaskakiwać całego świata – rozłożyłem ręce w geście udawanej bezradności – pani raczy poczekać, złożę zamówienie i wracam.
Spokojnie, nigdzie się nie wybieram.


Niezły z niej numer” przebiegło mi przez głowę gdy składałem zamówienie przy barze. Nie powiem, zaciekawiła mnie. I momentalnie wzbudziła we mnie sympatię. Nie mogłem doczekać się dalszej rozmowy.


Na pewno jesteś ciekaw o co mi chodzi z tym całym duetem – zaczęła jak tylko wróciłem do stolika – otóż od trzech miesięcy śpiewam na ulicy i mimo mojego, nie chwaląc się, przyjemnego dla ucha głosu, nie udaje mi się zwabić specjalnie dużej publiczki. Próbowałam w różnych miejscach, o różnych porach, niestety zwykle z podobnym efektem – ciężko westchnęła – przyglądałam się też innym solowym artystom, zarówno wokalistom jak i instrumentalistom i mam wrażenie, że niezależnie od ich umiejętności, nie wzbudzali takiego zainteresowania, na jakie zasługiwali. Ostatnio trafiłam na jakąś parę, ona śpiewała, on grał na gitarze. Zgadnij ile osób się wokół nich zgromadziło.
Bo ja wiem...góra dwadzieścia. Więcej gromadzą tylko akrobaci, tancerze i inni tacy.
No to teraz uważaj – zrobiła krótką pauzę dla spotęgowania efektu – czterdzieści jeden osób po pierwszej piosence! A po piątej już pięćdziesiąt dziewięć! Miałeś kiedyś taką widownię?
Nie, nigdy...Kurde, mówisz poważnie? Zaskoczyłaś mnie. Nigdy jeszcze nie spotkałem się z taką sytuacją – powiedziałem nie kryjąc zdziwienia.
Byłam nie mniej zaskoczona niż Ty. Nigdy nie zaciekawiłam więcej niż osiemnaście, dwadzieścia osób, z czego może połowa raczyła wrzucić coś do melonika – spojrzała na mnie z żalem – widziałam Cię już wcześniej. Zrobiłeś na mnie spore wrażenie...świetnie grasz i masz charyzmę. Ludzie Cię „kupują”, zawsze masz ładny wianuszek wokół siebie, ale jestem pewna, że razem możemy przyciągnąć co najmniej drugie tyle osób. Co sądzisz?
Ciekawe spostrzeżenia... fakt, sporo osób zatrzymuje się żeby mnie posłuchać, ale tylko raz udało mi się zebrać porządny pieniądz...w większości przypadków nie wyciągam więcej niż jakieś dwadzieścia euro, a gram już prawie rok.
No właśnie. Zdecydowanie zasługujesz na większe napiwki! Mówię Ci, ludzie przepadają za damsko – męskimi duetami! Zaryzykujemy?
W sumie...czemu nie? Nie mamy nic do stracenia. W jakim repertuarze nas widzisz?
Myślę, że możemy zawojować ulice nowymi interpretacjami nieśmiertelnych klasyków, wiesz, jakieś Stormy Weather, Cry me a river...
Bardzo ładny gust muzyczny, chylę czoła – udałem, że zdejmuję z głowy kapelusz i pochyliłem głowę – jestem niesamowicie ciekaw Twojego głosu, wybrałaś sobie niełatwe artystki.
Go hard or go home – zaśmiała się – dobra, kiedy miałbyś czas na próbę? Znasz może jakieś salki na wynajem?
Salki? Ależ po co nam salki, zapraszam do siebie! Taniej, milej, sprzętowo nie gorzej – puściłem do niej oko, obawiając się w duchu czy nie przesadziłem proponując jej tak szybko przyjście do mnie.
–Skoro zapraszasz...nie będę odmawiać – wzruszyła ramionami i szeroko się uśmiechnęła – tak swoją drogą, nasze zamówienie chyba zaginęło w akcji.
Nie da się ukryć. Poczekaj moment, już idę wyjaśnić sprawę.
Leć, leć! Chcę Cię tu zaraz widzieć z kawą i bagietką.


Słowo daję, jak żyję nie spotkałem nigdy takiej agentki!


Komentarze

Popularne posty